Świat rozpięty między światłem i czernią.
tekst: Magdalena Boffito

Forma uwięziona – forma wyzwolona.

Świat Winiec­kiego to wieczne metamor­fozy, pojawiają się w nim kształty obce naszemu codzien­nemu doświad­czeniu. W prze­strzeni kreowanej przez artystę znaj­duje się miej­sce zarówno dla sfink­sowatego jam­nika, gigan­tycz­nych roz­miarów konia, Zjadacza paproci zbudowanego z plechowatej materii, jak rów­nież Melomana o kociej aparycji. Jest to świat, który umyka definicji, prze­czy zwykłej per­cep­cji. Nic nie jest do końca tym, czym się wydaje.

Z pew­no­ścią odczytanie tej twór­czo­ści nie jest moż­liwe bez odwołania się do kategorii cudow­no­ści, a zatem do czołowej kategorii sur­realizmu. Jaka zatem jest ta kraina fan­tazji, gdzie „wyznaczają sobie spo­tkania szczęśliwe przy­padki”? Istotną cechą tego świata jest trans­gresja. Rzadko kiedy obiek­tem kon­tem­placji bywa tylko jeden obiekt, jeśli nawet, to ujaw­nia się nam w całej swej złożono­ści i wielowar­stwowo­ści. Formy pozostają nie­do­powiedziane, zatrzymane w fazie prze­kształ­cania się, nigdy nie ulegając ostatecz­nej kon­kretyzacji. Jakby chodziło o to, aby przy­łapać rzeczy w momen­cie stawania się. Z jed­nej strony mamy precyzję detalu, alchemię graficz­nej materii, z drugiej zaś kształty, które roz­pływają się i prze­nikają. Tradycyjne układy odniesienia, per­spek­tywa, skala, zostają zaburzone. Materia nigdy nie jest mar­twa, pozostaje w wiecz­nym ruchu i ulega nie­ustan­nym prze­kształ­ceniom. Wszyst­kie formy wchodzą w pewne układy i interak­cje, jedna pociąga za sobą drugą, umykają jed­noznacz­nej definicji i trochę wodzą nas za nos – to co z daleka uznajemy za znajome i oczywiste, przy bliż­szym oglądzie ujaw­nia się w swej niejednoznaczności.

Materii dana jest nie­skoń­czona płod­ność, nie­wy­czer­pana moc życiowa i zarazem uwodna siła pokusy, która nas nęci do for­mowania. W głębi materii kształ­tują się nie­wy­raźné uśmiechy, zawiązują się napięcia, zgęsz­czają się próby kształ­tów. Cała materia faluje od nie­skoń­czonych moż­liwo­ści, które przez nią prze­chodzą mdłymi dresz­czami. Czekając na ożyw­cze tchnienie ducha, prze­lewa się ona w sobie bez końca, kusi tysią­cem słod­kich okrąglizn i mięk­ko­ści, które z siebie w ślepych rojeniach wymajacza.”2

Granica pomiędzy nieożywionym i ożywionym, człowieczeń­stwem i zwierzęco­ścią w świecie Winiec­kiego zostaje zatarta. Wszystko ulega nie­ustan­nym przeobrażeniom – to, co jest czę­ścią jed­nej formy, za chwilę staje się własno­ścią kolej­nej. Ciało ludz­kie jest naznaczone powol­nym roz­padem i defor­macją, a formy świata nieożywionego wykazują cechy życia biorąc udział w procesie nie­koń­czącej się trans­for­macji. Stąd świat ten pełen jest hybrydal­nych stworów, poświad­czających swoim ist­nieniem nie­ciągłość zdarzeń. Gdyby nie ist­niały wyjątki i anomalie, świat byłby płaski. Metamor­foza to jed­nocześnie sym­bol otwar­cia, akt zgody na zmiany. Winiecki wydobywa te formy, które mogłyby zaist­nieć, ale natura z jakichś powodów ich nie stworzyła.

Tańce, sekrety i fan­tazje. To one są kanwą, na której budowane są zdarzenia. W tym świecie czas i prze­strzeń roz­ciągają się, punkty odniesienia zmieniają się jak w kalej­doskopie, a normy ulegają zawieszeniu. Nie­spodziewane zdarzenia, inter­feren­cje, koin­cyden­cje, cudow­ność, strach, zgroza.

Winiecki, obojętny na rzeczywistość zewnętrzną eks­plorował sferę snów i mitów, poszukiwał sytuacji nie­zwyczaj­nych, w których bohater wykracza poza przy­pisane mu role. Prze­kraczanie granic odbywa się nie tylko w sferze duchowej, ale rów­nież fizycz­nej, stąd świat ten, zawieszony pomiędzy zapominaniem i zatracaniem, jest nacechowany nie­ustającą trans­gresją. Z jed­nej strony mamy postacie Kanibala, Nishakku, Isz­tar (Anna Matka In), figuracje mocno związane z Erosem i Thanatosem, z drugiej zaś oniryczne wizje roz­świetlone księżycowym światłem, pej­zaże z uciekającym horyzon­tem, zbudowane z delikat­nej materii nie­pod­legającej prawom fizycz­nym i linear­nemu biegowi czasu. W świecie tym, swoistym królestwie Figur, ist­nieją zarówno żądni władzy monar­chowie, mściwi bogowie i wojow­nicy, jak i też roz­pustne kobiety, muzykanci, rebelianci, bun­tow­nicy i outsiderzy.

Swobodna, giętka linia ocierająca się o kaligraficzny zapis i wprawiająca w drganie i wibracje całą formę należy do nie­pod­rabial­nych cech stylu Winiec­kiego. Szukając źródeł inspiracji w „labiryn­tach prze­szło­ści” trudno oprzeć się pokusie przy­wołania sztuki cel­tyc­kiej. Tam także mamy do czynienia ze stylizacją form ulegających licz­nym metamor­fozom i ożywioną grą abs­trak­cyj­nych linii o skom­plikowanych splotach. Prze­dziwne kreatury powołane do ist­nienia w ornamen­tyce cel­tyc­kiej są zapowiedzią śre­dniowiecz­nych bestiariuszy a stąd w pew­nym sen­sie już cał­kiem nie­daleko do osobistego bestiarium Winieckiego.

Czy sen jest mniej brzemienny w skutki niż wszystko inne?” — pyta dość retorycz­nie André Breton w Manife­ście sur­realistycz­nym, i występując prze­ciwko nad­mier­nej ufno­ści w siły rozumu dodaje: „…(umysł) nawet w naj­lep­szej kon­dycji wskazuje chwiejną rów­nowagę”. Sur­reali­ści ostro postawili pytanie o kryterium praw­dziwo­ści poznania, papież tego kierunku Breton wręcz postulował znie­sienie znaku prze­ci­wień­stwa pomiędzy snem i jawą. Postawa ta łączyła się ściśle z antymimetyzmem. „…nędzny robią użytek z z magicz­nej władzy tworzenia kształ­tów, jaka im została użyczona, ci, którzy ją prze­znaczają na kon­ser­wację i umoc­nienia czegoś, co ist­niałoby bez nich. Jest w tym jakaś nie­wy­baczalna abdykacja.”4 Winiecki dziedziczy w spo­sób naturalny założenia sur­realizmu, tak jak i jego poprzed­nicy wierzy w moc snu, pozwala sobie na „roz­pasanie” wyobraźni, jak rów­nież na roz­regulowanie zmysłów, wykorzystuje rów­nież rolę przy­padku, czyli tzw. „magię okolicz­no­ściową” (to, co pojawia się przy odmien­nym podej­ściu do dobrze znanego przed­miotu). Poetyka, którą przyj­muje, zawiera wiele z cech przy­pisywanych śnieniu tj. nie­ciągłość zdarzeń, nieograniczoną moż­liwość trans­for­macji, łatwą zmianę tożsamości.

Nie­kiedy Winiecki nawiązuje do motywu bez­pośred­nio w tytule: Sen­nik – ukąszenie osy, Sen – ucieczka przez graby, a czasem for­mal­nie, poprzez przyjęcie onirycz­nej kon­wen­cji i osadzenie pracy w czasie lunar­nym (m. in. Nasz dom, Liść, Wik­toryna).

We wczesnych pracach Winiec­kiego dominuje alchemia materii, linia współ­ist­nieje wraz z zagęsz­czającą się struk­turą, a w wielu wypad­kach jest jej pod­porząd­kowana. Grafiki cechuje duża kon­trastowość, w więk­szo­ści są one pozbawione sub­tel­nych przejść tonal­nych i światłocienia, tak charak­terystycz­nych dla prac póź­niej­szego okresu.

Punk­tem wyj­ścia jest materia i dookreślający formę swobodny rysunek piór­kiem, wzbogacony o ner­wowe znakowanie zbliżone do kaligrafii. Nie­zależ­nie od kom­plikacji rysunku, dość prosto zbudowane kom­pozycje oparte na działaniu plamy i kreski sprawiają, że artysta eks­perymen­tuje i z łatwo­ścią prze­chodzi od pozytywu do rysunku negatywowego. Matryca często jest opracowywana w dwóch warian­tach, a co się z tym wiąże, poszczególne prace posiadają swoje odwrócone odpowied­niki. (Fala, Naganiacz, Regent). Spo­sób znakowania zmienia się w poszczegól­nych okresach, linia dąży do usamodziel­nienia, cechuje ją wir­tuozeria, która stanowi o nie­pod­rabial­no­ści tego stylu. Wśród prac z wczesnego okresu wyróż­nia się kilka o bar­dzo prostej kon­struk­cji. Interesujące jest w nich sub­telne nawiązanie do grec­kiego malar­stwa wazowego, zarówno poprzez roz­wiązania for­malne i kolorystyczne – mistrzow­skie operowanie linią roz­dzierającą płaskie plamy czerni (Wojow­nik), jak i tematyczno-​kompozycyjne. Mamy więc rodzaj poziomego fryzu zatytułowanego Taniec z roku 1966, czy też pracę pt. Naganiacz, która w jed­nej z wer­sji została odbita z dwóch matryc; czerni oraz ochry przy­pominającej spaloną glinę. W war­stwie tematycz­nej Winiecki dąży do nakreślenia sytuacji, zbudowania nar­racji, wydobycia figury, którą stop­niowo dookreśla róż­nicując tworzącą ją materię.

Dość wyjąt­kowe pod tym względem jest kilka litografii, w których figura/​przedmiot są sprowadzone do czystej formy działającej w spo­sób abs­trak­cyjny bez jakiegokol­wiek elementu prze­stawiającego. Prace tego typu to Regent, Fala, Kompozycja.Stanowią one nie­zwykłe przy­kłady stylu Winiec­kiego. Jako jedne z nie­licz­nych litografii są wydestylowane z ozdob­ników materii, tak jakby ich autor postanowił prze­mówić otwar­tym tek­stem, obywając się bez roz­pinania sub­tel­nej tkaniny mieniących się i mamiących oko dekoracji po to, by ukazać prosty szkielet kon­struk­cji. W pracach powstałych po roku 1968 Winiecki jesz­cze moc­niej akcen­tuje element figuratywny i przed­stawieniowy, struk­tura grafik zagęsz­cza się, pojawiają się niuanse tonalne, pół­cienie, pół­światła i całe bogac­two detalu. Obok wątku onirycz­nego (księżycowe pej­zaże typu: Liść 1970, Wik­toryna 1975, Anna K 1975, Pier­ścień 1976, Nasz dom 1981) i przed­stawień grupowych nawiązujących tematycz­nie do motywu tańca-​walki i swoistego dance macabre (Taniec w namiocie 1977, Taniec 9 1977, Krucjata 1969), pojawiają się mocne i sugestywne, działające syl­wetowo przed­stawienia figuralne, z których część stanowi osobny cykl nazwany przez ich autora: Sekrety Ambasadorów. Co ciekawe pomiędzy wszyst­kimi pracami ist­nieje wyraźny podział — dla zespołu figur Winiecki rezer­wuje pion, pod­czas gdy pej­zaże i pozostałe przed­stawienia zazwyczaj są realizowane wertykalnie.